Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Odrobaczanie

Trzeba odrobaczyć futrzaki. Wyszło po półtorej tabletki na kota. Najpierw musiałam przekonać męża, że da się tyle upchnąć w kocie. Potem przekonać go, że nie potrzebuję żadnej pomocy i świetnie dam sobie radę. To ta trudniejsza część procesu odrobaczania.
Reszta to łatwizna. Bierze się kota i wpycha mu jak najgłębiej w pysk przyklejoną do czubka palca, umazaną w maśle tabletkę. Pysk się zamyka. Kotu.

Męża należy wysłuchać i potakiwać: Wiem, że Bajra pluje tabletką, że potrafi ją zachomikować na długo, że jej oblizanie się o niczym nie świadczy. W międzyczasie trzeba wydłubać z futra wyplutą kątem pyska tabletkę i ponownie wetknąć w kota. Tym razem Bajra uznaje się za pokonaną i grzecznie łyka. To rytuał.
Pozostała do pełnej dawki połówka tabletki przechodzi od jednego kopa i bez plucia, bo Bajra stwierdza, że pokazała już dosyć umiejętności.

Potem prosi się o dostarczenie Sońki na miejsce kaźni. Mąż przynosi zwisające bezwładnie, a'la ragdoll rude cielsko. W tym przypadku nie ma żadnych rytuałów, przełykanie idzie monotonnie, rzec można - nudno.
Potem kocice znikają na dwie godziny, dematerializując się w odwecie za obrazę majestatu. Koniec odrobaczenia.
Mogę napawać się pełnym podziwu spojrzeniem męża.


poprzednie opowiadaniepowrót do spisunastępne opowiadanie