Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Myszy 1

Przed remontem domek na działce był mysim rajem. Stare drewniane ściany pełne tajemnych, odwiecznych korytarzy, nor i przejść. Ludzie zostawiający wewnątrz kasze, makarony i inne smaczne rzeczy bez zabezpieczenia. Psia miska wypełniona psimi chrupkami, w czasach przedbajrzynych.
Jesienią, kiedy myszy z pól przeprowadzały się do domu rozpoczynał się prawdziwy sabat gryzoni. Pewnej jesieni był wyjątkowo intensywny. Myszy było w domku tyle, jakby nadciągała zima stulecia.

Mamy jesień, czas rodzinnego grzybobrania. Wieczorem, po zbiorach - czas odpoczynku. Psica drzemie po posiłku w drzwiach między kuchnią i pokojem. Nagle jej ciało przebiega gwałtowny, nerwowy dreszcz. Pies podrzuca głowę, z niepokojem spogląda na zad. Uspokaja się, zapada w drzemkę. Po chwili spokoju znów drgawki, rzut łbem i zaniepokojone spojrzenie na zad: No, co jest?.
Kiedy pies kolejny raz ułożył się do snu, zaczęłam go bacznie obserwować. Gdybym tego nie widziała na własne oczy, pewnie nigdy bym nie uwierzyła, że to możliwe.
Pies, zajmując całą szerokość drzwi blokował myszom dostęp z dziury pod kanapą do kuchni, gdzie stała miska z chrupkami. Myszy stwierdziły, że jest nieszkodliwy i wybrały najkrótszą drogę do pożywienia. Przez psi zad. Mysz biegnie z pokoju do kuchni przez psa - jedne drgawki. Leci do miski, porywa chrupkę - w tym czasie pies się uspokaja i zasypia. Bieg powrotny przez psi zadek do pokoju i nory - drugie drgawki.

Po kilku takich mysich rajdach suka, zrezygnowana przeniosła się w inne, spokojniejsze, bardziej odległe od szlaków zaopatrzeniowych gryzoni miejsce.

Myszy 2

Bajry bliskie spotkanie pierwszego stopnia z myszą miało miejsce na działce w tym samym czasie, co pamiętna walka z ptakami.

Kocica zauważyła ruch przy swojej misce. Siadła jak wryta, obserwując uważnie. Zza progu wysunęła się jakaś mała, ofutrzona istotka z długim ogonkiem. W miarę jak stworek wchodził do kuchni, powiększały się oczy kocicy. Kiedy mysz dotarła do miski wyglądały już jak przedwojenne pięciozłotówki. Kocicę dokumentnie zamurowało. Wąs nawet nie drgnął, ogon spoczywał w bezruchu.

Mysz, rzuciwszy pobieżnie okiem na nieruchomą statuetkę, zajęła się aprowizacją, czyli penetrowaniem wnętrza kociej miski. Schrupała okruchy, zasiadła pod stolikiem i z całym spokojem oddała się starannej pielęgnacji futerka i ogona. Potem udała się niespiesznie do wyjścia frontowego, czyli dziury wygryzionej pod progiem drzwi sionki.

Wtedy Bajrę odmurowało. Jak szalona rzuciła się do dziury, zawzięcie węsząc i próbując wepchnąć tam łapę. Cały wieczór warowała w tym miejscu, w nadziei, że intrygujące stworzenie wynurzy się znów (chyba tylko w samobójczych zamiarach) spod progu.

A mysz znalazła w tym czasie inne wejście i spokojnie łaziła za plecami zafascynowanej dziurą w progu kocicy.

Myszy 3

Spotkanie drugiego stopnia z myszami odbyło się , kiedy kocice były już we dwie. Miejsce - znowu ten sam działkowy domek, już po remoncie. Myszy spokojnie wygryzły korytarze w styropianie pod boazerią, odnowiły stare przejścia i zrobiły kilka nowych. Gryzoni było znacznie mniej, nie na tyle jednak, by kotom zabrakło niecodziennych rozrywek.

W kuchni stoi kredens. Staroświecki, duży, z nadstawką. Kocice wytropiły mysz, która zza szafki pod oknem dała nura pod kredens. Pod potężny mebel kot wcisnąć się nie da rady. Jest też za głęboko, by dokładnie spenetrować przestrzeń łapą.
Podczas tego polowania na mysz zauważyłam działanie zespołowe. O dziwo, przewodziła Sońka. Dużo młodsza od Bajry, wtedy koci podrostek. Niemal słyszałam padające rozkazy:
Sońka: Ja popilnuję z tej strony, a ty idź od drugiej...
Bajra: Tu nic nie ma!
Sońka: Ja sprawdzę, idź na moja stronę. Czekaj! Spróbuję łapą pogrzebać z przodu, może da się wypłoszyć...
Bajra: To ja usiądę trochę dalej. Będę mieć oko na obydwa końce... Jest! Jest! Chodź szybko!
Sońka: Nie daj jej uciec pod wersalkę!
Bajra: Pilnuję, pilnuję! Tędy nie ucieknie!

W końcu mysz, mając dosyć ganiania w tę i z powrotem wlazła po tylnej ściance kredensu na bufet i z góry przyglądała się biegającym wokół mebla kocicom. Poczekała na moment, kiedy obydwie były po jednej stronie kredensu i zwiała dziurą w listwie przypodłogowej pod oknem.
Kocice dość szybko zorientowały się, że zostały wystawione rufą do wiatru przez mysią wygę. Po dokładnym sprawdzeniu, czy na pewno nie ma jej jednak gdzieś w kuchni, dały za wygraną. Nastał jednak czas, gdy trafiła kosa na kamień.

Myszy 4

Sonia-piłka Trzecie spotkanie miało miejsce, kiedy Sońka była w siódmym tygodniu ciąży. W tamtym roku była to nasza ostatnia wyprawa z kociastymi na działkę. Potem już obgryzałam paznokcie z nerwów w oczekiwaniu na pierwszy miot Sońki.
Przyszła mama wyglądała wtedy, jak dobrze nadmuchana piłka.
Potem okazało się że góra urodziła trzy myszy, ale to tak na marginesie.

Kula imieniem Sońka toczyła się z godnością po pokojach. Był początek września, ale sporo myszy wprowadziło się już do domku, jakby w oczekiwaniu ciężkiej i długiej zimy. Szelesty, drapania i szurania, w ścianie, pod podłogą i na strychu elektryzowały Sońkę.
Bajra Bajra - jak zwykle w dzień - zaszyła się pod kocami na łóżku...
...więc Sońka sama oddała się ulubionej rozrywce - ganianiu za myszami.

Robię coś w sionce, drzwi do kuchni otwarte. Nagle rozlega się tupot i łomot przesuwanych podczas gonitwy krzeseł. Do sionki wypada mysz, za nią Sońka. Mysz znika w szparze prowadzącej na zewnątrz. Cóż, myślę, trochę gimnastyki nie zaszkodzi ciężarnej.

Poszłam do pokoju, odpoczywam z książką na łóżku. Po pewnym czasie znów słyszę tupot z kuchni. Znowu mysz ćwiczy Sońkę w biegach - leniwa myśl przechodzi mi przez głowę. Tupot cichnie. Po chwili do pokoju wkracza Sońka. Podnoszę głowę i siadam na łóżku, jak rażona piorunem.
Po obydwu stronach z pyszczka kocicy zwisa coś szarego z ogonkiem. Mysz! Ta gruba beka złapała mysz!
Gorączkowo myślę, jak zareagować? Pamiętając, że kota należy chwalić za takie wyczyny, zaczynam niepewnym głosem: Dooobry koootek....
Na te słowa Sońka wypuszcza zdobycz z pyszczka. Żywa i nieuszkodzona mysz daje nura do sionki i na zewnątrz. Sońka rzuca się w pogoń za nią. Bezskutecznie.

Od tej chwili w domku zapanowała cisza, żadnych mysich odgłosów. Uciekinier przekazał wszystkim kuzynom budzącą grozę wieść: Uwaga! Sprawny drapieżnik w domu!


poprzednie opowiadaniepowrót do spisunastępne opowiadanie