Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Ptaszki i ptaszyska 1

Bajra ma wyjątkowego pecha do takich stworzeń. Wydawałoby się, że słusznej postury kocica powinna siać postrach wśród pierzastej braci. A tymczasem... Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy razem na działkę, Bajrą miała koło dziewięciu miesięcy. Ufne stworzonko wylazło sobie na kamienne schodki przed sienią, żeby podziwiać szeroki świat. Piękna wiosna, słoneczko, ptaszki śpiewają.
Domek nie był wtedy jeszcze wyremontowany, pod dachem miał mnóstwo szpar z gniazdami. Kiedy ptaki zorientowały się, że coś pojawiło się na progu ich - do tej pory bezpiecznego, bo psy nie zostały uznane za zagrożenie - mieszkania podniosły alarm. Drapieżnik! Widzę drapieżnika!. Alarm rozprzestrzeniał się jak pożar. Na rosnący koło domu bez zlatywało się coraz więcej ptaków. Wrzask nie milkł nawet na sekundę.

Kocica siedziała sobie grzecznie na progu, nie robiąc sobie nic z tego hałasu i nie rozumiejąc zupełnie powodów zamieszania. Jakieś cztery metry przed nią wylądował nagle samczyk pliszki. Kiwając charakterystycznie ogonkiem zaczął wyraźnie prowokować wroga. Bajra, zauważywszy łatwy - jej zdaniem - łup zaczęła zaczajać się na ofiarę.
A pliszka piokając coraz głośniej zbliżała się do kotki. O metr, o dwa. Przyczajona kocica pomalutku wysuwa się spod daszka nad schodkami. Jeszcze kroczek. Jeszcze dwa. Pliszka nadal podskakuje przed zbliżającą się kocicą. Bezmyślnie? Nieostrożnie?

Kiedy kotka zupełnie wysunęła się spod daszka, nastąpił atak. Siedzące do tej pory bezpiecznie na bzie pliszki, jedna za drugą, jak samoloty bojowe, pikowały na skradającego się wroga, celując w łepetynę. Mijały ją o centymetry.
Bajra najpierw nie wiedziała co się dzieje. Skąd ten zmasowany atak, przecież skrada się do jednego ptaka? Potem próbowała dać odpór napastnikom, ale pliszki były zbyt szybkie, a harcownik siedzący na trawie skutecznie rozpraszał uwagę.
W końcu biedny, skołowany drapieżnik zwiał do domu, jak futrzany dywanik powiewający puchatym ogonem. W tonie ptasich wrzasków zabrzmiał tryumf: Zwycięstwo! Przepłoszyliśmy drapieżnika! Gniazda i pisklęta bezpieczne!

Gwar powoli cichł, pliszki odlatywały z krzaka bzu. Bajra przez calutki dzień nawet już nie wyjrzała na próg, a potem zawsze zostawała pod ochroną daszka. Mój biedny drapieżnik.

Ptaki i ptaszyska 2

Balkon mojego mieszkania w czasach przedsońkowych był zabezpieczony tylko do połowy wolnej przestrzeni nad barierą. Plastikowa, ogrodnicza siatka, wykonawstwo made by ja i mąż. To wystarczało dla spokojnej, statecznej Bajry.
Na poręczy, od środka wisiała półeczka, ulubione miejsce wylegiwania się kocicy. W ciepłe dni balkon otwarty był 24 godziny na dobę, jeśli byłam w domu.

Pewnej soboty wczesnym rankiem obudził mnie wściekły wrzask sroki. Brzmiał tak, jakby ptak siedział mi nad głową. Do wrzasku dołączył odgłos łopotu skrzydeł.
Podrywam się z łóżka, biegnę na balkon w pokoju obok. Widzę, że na półeczce leży Bajra, przypłaszczona, oszołomiona i śmiertelnie przerażona. Tuż nad nią, sroka, wczepiona pazurami po zewnętrznej stronie siatki nad głową kocicy próbuje dziobem dosięgnąć jej oczu i głowy! Bajra musiała się chyba zdrzemnąć, a wtedy ptaszysko zaatakowało ją od tyłu.
Wrzasnęłam! Bajra obudziła się z letargu i uciekła do domu. Sroka odleciała na pobliskie drzewo i jeszcze coś tam wywrzaskiwała. Podejrzewam, że gdyby nie siatka, pokaleczyłaby Bajrę.

Sroki w mojej okolicy mają na sumieniu kilka zadziobanych kociąt-dziczków, o przepędzaniu dorosłych kotów od jedzenia nawet nie wspomnę. Teraz koty mają karmę w budkach na podwórku, co zresztą nie przeszkadza srokom do nich zaglądać, kiedy kotów nie ma w środku.

Nie znoszę srok! Bajra podziela moją niechęć. Na balkon wychodzi ostrożnie, choć siatka jest teraz solidna i żadne ptaszysko nie ma możliwości się panoszyć. Zresztą Sońka ukraca wszelkie zapędy, pilnie obszczekując sroki siedzące na drzewie. System wczesnego ostrzegania działa!


poprzednie opowiadaniepowrót do spisunastępne opowiadanie