Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Trudna integracja

Małe poszły do swoich domów, na placu boju pozostały Bajra i Sońka. Bajra - rezydentka, typ samotnicy, niezmiernie przywiązana do człowieka, nie akceptowała tego czegoś pałętającego się po domu. Były fukania, warczenia, łapoczyny. Gdyby nie to, że Sonia była (i jest) bardzo bezstresową kotką, nie przejmującą się zupełnie żadnymi bajrzynymi fochami, mogłoby być niewesoło.

Zaczęłam się poważnie zastanawiać - co dalej? Bajra zaczynała czuć się psychicznie bardzo źle. Odsunęła się od nas, stała zgryźliwa, humorzasta, ponura.
Rozwiązaniem miała być jej sterylizacja, bo kastratki zwykle ustępują płodnym kotkom miejsca w hierarchii. Zwykle. Po sterylce problemy nasiliły się. To było kilka bardzo trudnych miesięcy. Trudnych dla mnie i Bajry, bo Sońki wydawało się to w ogóle obchodzić. Tylko to ratowało sytuację. Mogłam poradzić sobie z problemami jednej kotki, dwóch - byłoby ponad moje siły.

Zaczęłam program uświadamiania Bajry, że Sońka nie stanowi żadnego zagrożenia jej pozycji w naszym domu. Stanowczo, acz z wyczuciem.
Z wielką ulgą obserwowałam malutkie postępy: przejście obok Sońki bez warczenia, ponowne przyjście do mojego łóżka, pierwsze leżenie kotek obok siebie na kanapie. Może to nie brzmieć zbyt imponująco, ale mnie cieszyły najmniejsze zmiany na lepsze.
Kocie relacje i kocia psychika są czasami tak bardzo skomplikowane, mają tyle niuansów. Można się pogubić.

W końcu, po długich perypetiach kocice wreszcie zaczęły (a dokładniej mówiąc - Bajra zaczęła) dogrywać się. Teraz jest już super - żadnego fukania Bajry, żadnych fochów, czy złości. Potrafią bawić się w berka, tarzać w pozorowanych bijatykach. Nie śpią razem, nie przytulają się, ani nie wylizują. Nie szkodzi, dla mnie to i tak jest sielanka.


poprzednipowrót do spisudalszy ciąg