Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Kocia Era

Kot, to kot. Ale jak się z tym czymś obchodzić? Kuweta, jedzenie i inne, takie techniczne sprawy były w teorii opanowane. Kocią psychikę poznawałam w praktyce.

Puchaty kotek, śpiący słodko na hamaczku pierwsze dni spędził pod kredensem. Bardzo ostrożnie wychodził, żeby zwiedzać mieszkanie. Kiedy teraz patrzę na 6.5 kilograma bajrzynej potęgi, nie mogę nadziwić się, że kiedyś mieściła się w szparze szerokiej na cztery palce.

Kiedy panna na dobre porzuciła kryjówkę, zaczęła sprawdzać, na co jej pozwolę w domowych szaleństwach. Kwiatki? Wykopać? Zrzucić? Mogęęęę? Też lubię kwiatki, więc przy pierwszej takiej próbie rzuciłam odruchowo psią komendę: Bajra, NIE! Pełen szok! Stworzonko przerwało dewastację roślinek i popatrzyło na mnie. Ponownie padło: Bajra, NIE!. Po czym Bajra, mamrocząc pod wąsem: No, dobra, dobra, o co tyle krzyku? porzuciła zakazaną czynność. A ja zostałam ze szczęką na podłodze. Przecież tyle się naczytałam, że kota nie da się wychować, że to nie pies, że żadne zakazy nie skutkują.

Zachęcona pierwszym sukcesem zaczęłam wdrażać "psie" metody szkolenia. Zakazy głosem, pułapki itd. Kotecek okazał się pojętnym uczniem. Wszystko musiało być jednak stosowane bardzo ostrożnie, bo Bajra była dość płochliwa. Jaką radością było, kiedy pierwszy raz położyła mi się na piersiach. Kiedy przyszła do łóżka i ułożyła się na poduszkach. Teraz czasem niemal żałuję tamtych spokojnych nocy, kiedy kocia masa spycha mnie z jaśków, wpycha futro do ust, dławi ogonem ułożonym na twarzy.

Raz niemal przeżyłam zawał, gdy przebudziłam się i pogłaskałam koteczkę. Nie wyczułam oddechu! Ruszam łapkę - opada bezwładnie! Podnoszę główkę - leci do tyłu! Z tętnem ponad dwieście chwytam kociaka na ręce i zaczynam ratować masażem. Po dłuższej chwili otwierają się zaspane ślepka: Nooo, o sssooo chooodziii? Nieee buuudź...

Kociak rósł, nabierał zaufania i pewności siebie, szaleństwa domowe były na porządku dziennym. Jeździł z nami wszędzie - na działkę, na urlop do znajomych w Białowieży. Tam gdzie byliśmy my, kotka czuła się bezpiecznie i pewnie. Zostawiona pod opieką znajomych nie jadła i chowała się po kątach. Kot z psim charakterem. Chcieliśmy, to mamy.


poprzednipowrót do spisudalszy ciąg