Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Goście... goście...

Mieliśmy w domu gości. Jeden dwunożny i dwa czterołape. O ile nie miałam w ogóle obaw o to, jak zachowa się gościnna Sońka, nie byłam zupełnie pewna, co zrobi Pani Na Zamku.

Był nieziemski upał. Bajrzysko przeczekiwało go w jedynym, jej zdaniem wystarczająco chłodnym miejscu - czyli w umywalce. Sońka urzędowała na pokojach i - jak to ona - po dźwięku domofonu czatowała w pobliżu drzwi, by powitać gości.

MójtykotDwunożny wniósł plecak, z którego wydobywały się dziwne dzwięki. Kiedy postawił go na podłodze - wyszły dwa czterołapy. Jeden większy, jaśniejszy i pewny siebie, drugi mniejszy, ciemniejszy i bardzo zagubiony w nowym miejscu. Mójtykot i Dakota. "Syjam" i tonka.

Mójtykot na widok Sońki zrobił wejście smoka. Fukając wystartował do niej najeżony, z ogonem jak szczotka. Sońka, która nastawiła się na zawieranie przyjaźni, nie wiedziała, o co chodzi temu dziwnemu kotu. DakotaPróbowała spacyfikować gościa, kładąc się na podłodze, mrużąc oczy, przeciągając się - wykonując pełen asortyment przyjaznych gestów. Nic nie pomagało. Gość był nieprzejednany. By oszczędzić obydwojgu stresu zamknęłam kocicę w sypialni.

Mniejszy gość prawie całą wizytę przesiedział pod łóżkiem, nie zwracając uwagi na przyjazne gesty Sońki.

Bajra tkwiła w umywalce, nieświadoma całego zamieszania. Kiedy zniknął włochaty, ogromny, rudy potwór, większy gość zaczął swobodnie zwiedzać mieszkanie. W końcu przyszła pora na łazienkę. Otwór w drzwiach czerniał zachęcająco. Gość zniknął w otworze. Po pięciu sekundach wypadł z niego jak błyskawica i zatrzymał się dopiero w stołowym.

Kiedy goście wyszli, zajrzałam do łazienki i omal nie umarłam ze śmiechu. W umywalce siedziała nieruchomo, jak żona Lota Bajra. Wzrok utkwiony w podłodze, mina mówiąca: Widziałam obcego kota? W mojej łazience? Eeee... Niemożliwe... Zdawało mi się. Czego ona dolewa nam do wody?. Kocica spogląda na mnie z wyraźnym pytaniem: Był TU obcy kot?. Wzrok Bajry znów kieruje się ku podłodze, gdzie pokazała się ta niepokojąca zjawa.
Bajrę odmurowało od umywalki dopiero dobre pół godziny po wyjściu gości. Węch upewnił ją, że kocia zjawa była prawdziwym stworzeniem, które łaziło po naszym domu. Wyraźnie jej ulżyło.


poprzednie opowiadaniepowrót do spisu