Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Toaleta

Skłamałabym, gdybym napisała, że Bajra dopiero od niedawna daje się czesać. Ale skłamałabym też pisząc, że jest od zawsze futrzanym aniołkiem z aureolką. Ani jedno, ani drugie.

Nie pamiętam dokładnie, kiedy uzgodniłyśmy procedurę czesania. Procedura to właściwe słowo. Wiecie już, że Bajra w dzieciństwie była płochliwa i nieufna. Wiele czasu zajęło mi przekonywanie jej do mojej osoby. Żadne rozwiązania siłowe, ani zbyt mocno zaznaczana dominacja nie wchodziły w grę.
Z Sońką nie robiłam już takich ceregieli. Ponieważ przekonałam się, że Amerykanka ma zupełnie bezstresowy charakter, szczotka była w użyciu od pierwszych dni.

CzesanieZ Bajrą zaczęłam negocjować najpierw miejsce czesania, łażąc za nią z grzebieniem po jej ulubionych kątach. Najlepiej - czyli najdłużej - wytrzymywała kaźń na ukochanej kanapie. Ale nie na rogu blisko drzwi, gdzie lubiła leżeć, tylko na drugim końcu. Na początku były to dwa pociągnięcia szczotką, albo grzebieniem - i ucieczka. Kiedy dołączyłam w bonusie drapanie pod bródką przechodziło już czwarte i piąte pociągnięcie morderczym narzędziem. Jeśli przy następnych kocica zaczynała naprężać mięśnie do ucieczki przyciskałam ją delikatnie do podłoża, mówiąc stanowczo Nie! i dalej czesałam. Często jednak wyrywała mi się i uciekała. Łapałam ją wtedy i zanosiłam na kanapę, choćby tylko na jedno, ostateczne pociągnięcie grzebieniem. Musiała zrozumieć, że to nie ona kończy czesanie, tylko ja.
CzesanieBajra jest wokalna, to znaczy - groźnie burgocze, jeśli jej coś nie pasuje. Nigdy na to w ogóle nie zwracałam uwagi, wychodząc z założenia, że pogadać, to ona sobie może do woli. Kopanie tylnymi łapami przerywałam przytrzymując mocno wierzgające kończyny i mówiąc sakramentalne Nie!. Do momentu, kiedy rozluźnienie mięśni sygnalizowało koniec walki o wolność i demokrację.
W egzekwowaniu praw do każdego kawałka jej futra byłam upiornie konsekwentna. Musiałam. Bajra ma tendencję do prób przejęcia dominacji. Nasiliły się, kiedy przyjechała Sońka. To był dla nas bardzo trudny czas. Często czesanie polegało wtedy tylko na przytrzymaniu kocicy za skórę na karku, groźne patrzenie jej prosto w oczy i akcentowanie Nie! groźnym tonem.
Wtedy miałam jedyne zadrapania na rękach od jej pazurów. Nigdy natomiast mnie nie ugryzła. Ma na to tak silną blokadę, że nawet, kiedy potwornie wkurzona złapie moją rękę zębami, zawsze robi to bardzo delikatnie i zaraz puszcza. Z zawstydzonym wyrazem pyszczka.

Czesanie Teraz czesanie to rytuał, ze stałą kolejnością: prawy boczek, brzuszek, lewy boczek, ogonek. Z ucieczką, kiedy Bajra wyrywa się z rąk, podbiega parę kroków i czeka oglądając się przez ramię: No, łap mnie! Co jest, przecież uciekłam? Z sakramentalnym bulgotem, narastającym do oburzonego wycia, gdy grzebień zbliża się w okolice ogona. Z moim, kończącym czesanie hasłem Idź! , po którym zawsze odczekuje kilka sekund zanim zwieje z kanapy. Bo przecież kot nie będzie słuchać rozkazów.
Zauważyłam, że nie ma pretensji, kiedy rozplątuję jej palcami kołtuny. Nawet jej się to podoba, więc tę metodę stosuję przy pojedynczych węzełkach. Kiedy jednak zrobił jej się solidny zwitek kołtunów między tylnymi łapami, który wręcz utrudniał chodzenie, sama rozłożyła się brzuchem do góry i cierpliwie czekała, kiedy wycinałam i rozplątywałam zbitą sierść.

To, że Bajra ma do mnie absolutne zaufanie pomaga przy wszystkich zabiegach - również pobieraniu krwi, czyszczeniu zębów i podawaniu tabletek.


poprzednie opowiadaniepowrót do spisunastępne opowiadanie