Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Laserek

Przeklnę chyba dzień, w którym po raz pierwszy pokazałam Sońce zabawę laserkiem. Mam kota nałogowca. Sama chciałam i mam. Na swoje nieszczęście.

Codziennie, jak w zegarku koło 22.00 Sońka rozpoczyna molestowanie mnie o zabawę. Metody stosuje różne, zależnie od sytuacji. Siłowe, jak włażenie mi na plecy, jeżeli siedzę przed komputerem, albo emocjonalne - wsadzanie łebka pod rękę i robienie oczu kota ze "Shreka".
Kiedy w końcu ulegnę namowom i podniosę się, obydwie kocice biegną w różnych kierunkach. Sońka - na fotel, żeby pokazać mi, gdzie leży laserek. Bajra - do kuchni, w nadziei, że to czas na coś do jedzenia.

Próbowałam odwrócić uwagę Sońki od zabawy serwując smakowitą kolację. Skutek - Bajra przeżarta po wrąbaniu prawie dwóch porcji. Sońka nie odpuściła i wymusiła na mnie zabawę laserkiem. Kiedy skończyłyśmy, w miskach nie zostało dla niej za wiele na kolację.
Metodą takich prób i błędów opracowałyśmy w końcu optymalny harmonogram wieczoru. Najpierw jest zabawa, a po solidnym odpoczynku - kolacja.

Bajra jest ponad takie rozrywki. A szkoda, bo o ile Sońka jest w świetnej kondycji, Hrabini przydałoby się trochę intensywnego ruchu w pogoni za laserkiem.


poprzednie opowiadaniepowrót do spisunastępne opowiadanie