Grey Shadow
hodowla kotów Maine Coon

Początki

Od dziecka marzyłam o psie. Opór rodziców był jednak tak silny, że dopiero kiedy "poszłam na swoje" marzenie się spełniło.
Wiem, wiem. Ma być o kotach, a nie o psie. Ten wstęp jest wprowadzeniem do mojego zakocenia, więc bądźcie cierpliwi.

Pięć lat był z nami owczarek niemiecki. Po śmierci mojego Ojca musiałam podjąć trudną decyzję. Pies kochał Ojca całym sercem. Gdy jego Pan odszedł - cierpiał, zostawiany na długie godziny sam w domu. Potrzebował jakiegoś zajęcia, żeby nie wpaść w depresję. Oddałam go do dobrego domu. Do towarzystwa miał sukę, pilnowali dużej działki.

W moim domu nastała pustka. Wilgotny nos nie wpychał się rano w moją dłoń, albo w czeluści kołdry, zachęcając do wstania z łóżka. Zabrakło uważnego słuchacza, towarzysza samotnych godzin w domu. Rozsądek mówił jednak: Nie! Nowy pies też będzie cierpieć. Sam, tyle godzin w domu, kiedy pracujesz.... Pustka była coraz bardziej bolesna.

Pojechałam do Stanów. U znajomej zobaczyłam kota z ogonem jak strusie pióro, gadatliwego i towarzyskiego. Jaka to rasa? Znajoma nie potrafiła odpowiedzieć, bo kotka przybłąkała się do niej. Gdzieś, kiedyś później weszłam do sklepu, w którym sprzedawano zwierzęta. W klatce siedział taki sam kot. A tabliczka na klatce informowała, że to Cat Maine Coon.


 powrót do spisudalszy ciąg